Jak JA szukałam nauczyciela…

To będzie historia autentyczna.

Z przyczyn różnych (przeprowadzka międzynarodowa, niekompatybilne programy szkolne) moja córka (lat prawie 15) ma w szkole pewien problem z językiem francuskim.

Wakacje. Pomyślałam sobie,  że połączymy przyjemne z pożytecznym. Miałam w planach m.in. odwiedzenie rodziców w Warszawie. Zapisałam więc córkę na intensywny kurs francuskiego do warszawskiego Instytutu Francuskiego. Plany na całe wakacje podporządkowaliśmy właśnie temu kursowi. Miał się rozpocząć w poniedziałek. Bilety na samolot z Monachium – gdzie mieszkamy – do Warszawy na kurs były na niedzielę. W piątek po południu z Instytutu Fransuskiego przyszedł jednozdaniowy mail  z informacją, że kurs się nie odbędzie, bo nie mają więcej chętnych.

Normalnie szok.

W sobotę próbowałam więc przez internet znaleźć jakiegoś nauczyciela, który byłby skłonny uczyć Monikę prywatnie, od poniedziałku, indywidulanie, po 2 lub 3 godziny dziennie.

Okazało się to trudniejsze, niż myślałam.

Choć sama uczę online, czyli przez skype, wiem, że nie zawsze jest to możliwe/wskazane/pożądane.  Córka upierała się przynajmniej na początek na lekcjach osobiście z kimś, a nie przez skype. Zajrzałam więc do kilku dużych polskich portali skupiających ogłoszenia korepetytorów różnych przedmiotów szkolnych. Takich portali jest sporo, a w nich dziesiątki, nie, setki ogłoszeń, nawet setki dotyczących samego języka francuskiego w Warszawie.

Głównym kryterium moich poszukiwań była odległość lektora od naszego miejsca zamieszkania w Warszawie, aby i jemu (jej) i nam wygodnie i szybko było dojechać.

Najpierw jeszcze z żalem wykluczyłam możliwość „wypożyczenia” lektora z którejś z warszawskich szkół językowych, bo ich stawki godzinowe za indywidualną naukę, znacznie przewyższające 100 zł za godzinę (często nawet tylko 45 min) przy nauce 2 tygodnie codziennie przez kilka godzin znacznie przekraczały, że tak powiem, budżet na tę całą akcję. Kurs w Instytucie Francuskim miał kosztować ok. 800 zł, codziennie 4 godziny lekcyjne w małej grupie.

Zaczęłam więc dzwonić do „wolnych strzelców”. Zajęło mi to całą sobotę. Okazało się, że spora część podanych numerów komórek jest już nieaktualna. Lub może jest, ale nikt nie odbiera. Niektórzy obierali. Najdziwniejsze odpowiedzi, które usłyszałam to:

  • „Nie mogę teraz mówić, bo prowadzę” (to po co w ogóle podchodzi do telefonu??)
  • „Ja już nie uczę, ale siostra uczy, a o co chodzi?”
  • „Jadę właśnie pociągiem, chętnie, ale dopiero za dwa tygodnie jak wrócę”
  • „Moja córka też się uczy francuskiego, ale nic nie umie” (świetna reklama, nie? ;-))
  • „Jeszcze nigdy nie uczyłam, ale chętnie spóbuję” (bez komentarza)
  • „Pracowałam we Francji jako opiekunka do dziecka, więc świetnie znam francuski” (hm, no, lepsze to niż nic. Ale czy rozmawiała też z dorosłymi? Czy to można nazwać kwalifikacjami?)
  • „Uczę tak naprawdę angielskiego, ale mogę spróbować też francuskiego” (to po co daje ogłoszenie w dziale „francuski”??)
  • „W końcu dostałem pracę, nie mam już czasu uczyć” (no jasne, nauczanie to nie praca ;-))

W końcu, po wielogodzinnych, czasem dosyć dziwnych rozmowach, udało mi się umówić z pięcioma paniami, gotowymi przyjść do nas w poniedziałek i we wtorek na „lekcje próbne”.

Nie znam francuskiego. No i oczywiście nie chciałam peszyć ani córki, ani tym bardziej nauczycieli. Z drugiej strony bardzo byłam ciekawa, jak ci INNI będą uczyć MOJĄ córkę. Nawet nie znając języka jestem w stanie to ocenić. Stałam więc sobie dyskretnie za uchylonymi drzwiami o podsłuchiwałam. Po każdych zajęciach rozmawiałyśmy z córką o poszczególnych paniach i ich metodach, a na końcu wszystkie porównałyśmy i NA SZCZĘŚCIE jedna z nich okazała się całkiem OK.

  • Pierwsza pani: mówiła bardzo szybko, bardzo dużo i bardzo niewyraźnie po francusku. Nie przyniosła żadnych własnych materiałów, nie miała zupełnie „pomysłu” na lekcję. Córka nie mogła nadążyć, niewiele rozumiała.
  • Druga pani: dosłownie przez całe zajęcia nie dała dojść córce do głosu, tylko, wziąwszy podręcznik córki do ręki, tłumaczyła jej czytanki z francuskiego na polski.
  • Trzecia pani: zrobiła córce teoretyczny wykład na temat języka francuskiego, zamiast go uczyć. Zero efektu.
  • Czwarta pani: musiała kilka razy zaglądać do słownika, aby przetłumaczyć sobie słówka, występujące w podręczniku córki. Bez komentarza.
  • Piąta pani: na początek zrobiła córce test sprawdzający poziom, następnie rozpoczęła od prostych konwersacji na własnych przygotowanych materiałach. Mówiła wolno i zostawiała wystarczająco dużo czasu na ułożenie sobie w głowie odpowiedzi. Zachęcała, nie spieszyła się, nie stawiała zadań niewykonalnych. Chwaliła. Na drugiej z kolei lekcji córka powiedziała po lekcji „jeszcze nigdy w życiu nie mówiłam tyle po francusku, nie wiedziałam nawet, że tyle potrafię powiedzieć”. Kamień spadł mi z serca.

Jaki z tego wniosek? Nic nowego! Nauczyciel nauczycielowi nierówny. Warto się podowiadywać, czy ktoś kogoś poleca i warto się zawsze umawiać na lekcje próbne, nawet, jeśli nie wszyscy nauczyciele oferują je za darmo.

Pani Moniko – lektorko, jeśli Pani to przypadkiem czyta, to niniejszym jeszcze raz dziękuję za kawał dobrej roboty podczas ubiegłych dwóch tygodni! Będziemy kontynuować na skype🙂.

Aktualizacja – grudzień 2015, czyli ponad 4 lata później😉

Nie tylko podtrzymuję swoje zdanie, ale tym bardziej z perspektywy czasu mam tu ochotę ponownie pochwalić panią Monikę. Za nami kilka lat regularnych lekcji (z powodu odległości przez skype). Córka autentycznie polubiła język, wybrała sobie francuski jako dodatkowy przedmiot na maturę i zdała ją ustnie i pisemnie na „bardzo dobrze”.  Teraz jest na studiach i trafiła do najbardziej zaawansowanej grupy językowej, bo oczywiście też wybrała francuski jako język obcy. Pełen sukces🙂.

30 comments

  1. To jest właśnie absurd, z którym spotykam się na co dzień. Z jednej strony, dając osobiście korepetycje, muszę powiedzieć, że odzew z z portali ogłoszeniowych jest znikomy. Chętnych do uczenia są tysiące, ciężko się jest gdziekolwiek wybić. I wydawałoby się, że tak duża konkurencja sprzyja klientom, którzy mogą wybierać do woli. Niestety nie. Większość „konkurencji” to ludzie bardzo słabo znający język, ludzie przypadkowi, ludzie, którzy zupełnie nie potrafią uczyć, niepoważni albo nieodpowiedzialni. I przez nich właśnie klienci nie docierają do osób, które faktycznie chcą, mogą i potrafią uczyć – bo po paru przypadkach opisanych przez Ciebie wyżej można zwątpić i dać sobie spokój.
    Cieszę się, że jednak udało się znaleźć kogoś sensownego🙂

  2. Ja nie umiem nauczać😦 niby miałam metodykę na studiach, jednak wszyscy moi ‚uczniowie’ po kilku lekcjach rezygnowali. I naprawdę nie wiem, gdzie robię błędy, bo materiały zawsze przygotowuję własne, staram się prowadzić korki ciekawie, z uśmiechem, tłumaczę … Chyba po prostu nie jestem stworzona do nauczania i nie ma dla mnie ratunku?

    1. Hm, nie wiem co na to powiedzieć😉 Może mimo zajęć z metodyki nie każdy jest do tego stworzony? A może po prostu nie trafiłaś jeszcze na „swoich” uczniów, a ja akurat mam „szczęście”?

  3. Od kilku lat uczę rosyjskiego i ukraińskiego. Mam uczniów, którzy przychodzą regularnie już trzeci rok, więc chyba są zadowoleni. Co mi pomaga w nauczaniu? Kilka rzeczy:
    1. Czuję się pewnie z językami, których uczę.
    2. Kocham te języki.
    3. Lubię uczyć, dopasowywać się do potrzeb innych ludzi, obserwować postępy.
    4. Staram się zachowywać równowagę w utrzymywaniu napięcia w czasie zajęć. Nie chcę, by uczniowie się stresowali, z drugiej jednak strony pilnuję, by zawsze czuli, że muszą popracować, jeśli chcą osiągnąć efekty.

    Przy okazji, zastanawia mnie, jak wygląda taka nauka przez Skype. Rozmowa – tu wszystko wydaje się jasne. Czasem jednak chce się coś zapisać, jakby na tablicy, bo w materiałach wysłanych na e-mail nie ma czegoś, co „wyszło” w trakcie zajęć.

    1. Podpisuję się absolutnie pod wszystkimi czterema punktami.

      Jeśli chodzi o skype, to faktycznie służy nam praktycznie tylko jako nośnik dźwięku.

      Jako tablicy używam prawie zawsze dokumentów google docs. W takim dokumencie piszemy w czasie rzeczywistym – i ja i uczeń. I natychmiast oboje widzimy, co pisze druga strona. Można też tu wklejać rysunki, grafiki, tabele itp., więc po każdej lekcji moi uczniowie mają dokument, który mogą sobie bez problemu pobrać na własny komputer lub zarchiwizować w sieci, wydrukować, uzupełnić, poprawić… Polecam!

      1. Wlasnie poszukuje dobrego nauczyciela jezyka francuskiego, czy moge prosic o kontat do Pani Moniki? Dobra rekomendacja jest tutaj na wage zlota! Z gory dziekuje.

  4. Witam serdecznie,

    Czy ja również mogę poprosić o namiar na Panią Monikę?🙂 Szukam dobrego lektora dla 11-letniej córki.

  5. Dzień dobry, trafiłam na tę stronę bo poszukuję korepetycji przez skype. Czy również mogłabym prosić o namiary na p. Monikę? Pozdrawiam!

  6. Witam serdecznie,
    Szukam korepetytora dla mojego 13 letniego syna. Zainteresował mnie Pani artykuł. Czy można prosić o namiar do p. Moniki? Z góry bardzo dziekuje:)

  7. Trafiłam przypadkiem na ten wpis, właśnie szukając korepetytora. I też raz miałam taką sytuację z Instytutem, cały plan ułożyłam, nawet pierwsze zajęcia się odbyły, a potem nagle zamknęli, nie zaproponowali nawet dopłaty… Niepoważni.
    Jednak piszę z podobną prośbą, co powyżej – mogę prosić o namiary do pani Moniki, o ile nadal uczy?
    Pozdrawiam!

      1. Witam serdecznie,

        jak przedmówcy prosiłbym o namiar na Panią Monikę.

  8. Witam serdecznie,

    Dobry nauczyciel j.francuskiego pilnie poszukiwany…również proszę o kontakt do p. Moniki🙂
    Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s