Niemiecki bez nauki gramatyki

Unikam recenzowania – zwłaszcza recenzowania negatywnego – innych podręczników do niemieckiego. Nie istnieje podręcznik idealny i wiem doskonale, że także ten napisany przeze mnie („Niemiecki dla Ciebie”) można krytykować (np. za zbytnie uproszczenia, za niefachowy zapis fonetyki…     http://agnieszka-drummer.com/moje-ksiazki/niemiecki-dla-ciebie/o-ksiazce/.  Ale ostatnio natknęłam się osobiście na w tej chwili bardzo  reklamowany i modny podręcznik obiecujący naukę niemieckiego „zupełnie bez nauki gramatyki i bez wkuwania słówek”.

Wow!

Spojrzawszy na okładkę pomyślałam sobie „fantastyczne!, taki argument trafi do każdego, książka na pewno sprzeda się w ogromnym nakładzie”. (Ja też chcę! Jeśli to takie proste, to chętnie bym się szybko nauczyła jeszcze kilku języków!)

Gdy jednak zajrzałam do środka i posłuchałam nagrań, to dosłownie ręce mi opadły😉.

Pomijając naprawdę marketingowo świetny tytuł, trafiający do wielu chętnych, zawartość jest po prostu niestrawna.

Cała metoda oparta jest na zapamiętywaniu i powtórkach całych zwrotów z założeniem, że jeśli zna się różne zwroty, to następnie można kolejne tworzyć na zasadzie „logiki”. Jakiej logiki?? Bez gramatyki? Gramatyka JEST LOGIKĄ języka. Nie znając jej – skąd inąd w niemieckim naprawdę logicznych i łatwo wytłumaczalnych – zasad nikt nie jest w stanie budować jakichkolwiek własnych konstrukcji, zdań, wypowiedzi. Może się trochę mylę, może uda się komuś powiedzieć coś w stylu „Kali jeść”😉, ale przecież nie o to nam chodzi, gdy uczymy się języka obcego.

Nowe pomysły są zawsze ciekawe. Moje książki także są nowymi pomysłami, każda kolejna jest czymś, czego na polskim rynku podręczników jeszcze nie było. Niektóre pomysły są naprawdę fajne i pomocne, ale niektóre są po prostu niewiarygodnie niepraktyczne, tak jak właśnie np. ten podręcznik „bez gramatyki”, o którym piszę.

Inną tego typu sensacją był dla mnie podręcznik rosyjskiego, który wpadł mi w ręce w jednej z londyńskich księgarń. Otóż, w tym podręczniku do nauki języka rosyjskiego nie było ANI JEDNEJ rosyjskiej litery („to przecież za trudne dla biednych Brytyjczyków i Amerykanów!”), książka  napisana wyłącznie przy pomocy transkrypcji fonetycznej.

Okazuje się, że ułatwianie wszystkiego NA SIŁĘ często to coś wręcz utrudnia 😉 .

Może obie metody („bez gramatyki” i „bez liter”) są dobre do nauki takich dla nas egzotycznych  języków  jak np. chiński lub japoński – bo omijamy tym sposobem żmudne uczenie się tysięcy znaków. Ale celowe NIEUCZENIE SIĘ gramatyki tak superlogicznego języka jak niemiecki?? To trochę tak, jakby nauczyciel matematyki odradzał ci naukę tabliczki mnożenia („bo żmudne, bo trzeba wkuwać itd.”) licząc, że bez jej znajomości, na „czystą logikę”, będziesz w stanie rozwiązywać działania na ułamkach.

Reasumując, nagrania do omawianej książki mogą się świetnie przydać do nauki poprawnej wymowy niemieckiej, intonacji, akcentu, melodii zdań. I to wszystko.

Chętnie spotkałabym kiedyś człowieka, który w ten sposób naprawdę nauczył się języka niemieckiego. Bo ja w to po prostu NIE WIERZĘ.

Law Booksphoto © 2009 Ted | more info (via: Wylio)

P.S.

Dobre nagrania są zresztą dostępne również zupełnie za darmo w internecie, np. tu:  http://www.goethe-verlag.com/book2/PL/PLDE/PLDE002.HTM, jest też ich ogromny wybór na stronie Deutsche Welle: http://www.dw-world.de/dw/0,,2068,00.html

24 comments

  1. Trudno mi się nie zgodzić z tym co piszesz. Niestety obecne trendy pisania podręcznikó są nastawione na osoby, które samym językiem i kulturą się nie interesują, ale języka potrzebują. Jako że człowiek jest istotą, która lubi oszukiwać sama siebie, łatwo jest jej uwierzyć, że można się czegoś nauczyć szybko i bez wysiłku. A nie można.

    Nawiązując natomiast do podręczników do rosyjskiego bez cyrylicy – tego jest jeszcze względnie mało, prawdziwe kwiatki widać w książkach do japońskiego czy arabskiego. W efekcie osoby korzystające z czegoś takiego ledwo dukają, nie mówiąc już o zerowych umiejętnościach pasywnych takich jak czytanie (które zawsze było dla mnie na przykład priorytetem).

    Pozdrawiam i obiecuję częściej komentować bloga🙂
    Karol

  2. Probowalam znalezc w sieci o jakim podreczniku moglabys pisac, ale nie udalo mi sie to😦 a bardzo chcialabym rzucic na niego okiem. Kto wie, moze nawet sprawdzic ta metode na sobie.
    Ja osobiscie nie moglabym sie uczyc jezyka w oderwaniu od gramatyki, ale nie wiem o jakim podreczniku mowa wiec nie bardzo wiem jak Twoj wpis skomentowac. Czy moglabys mi moze na maila przeslac nazwe tej ksiazki, prosze? (evageliamylonaki@gmail.com)
    Natomiast nie zgodze sie, ze mozna by sie uczyc np chinskiego bez gramatyki i znakow. A zwlaszcza tego drugiego, bo w koncu jaki w tym sens?? Zeby zrobic z tym chinskim pozniej co konkretnie? Jako, ze sama sie ucze chinskiego to jakos nie moge sobie wyobrazic nie uczenia sie znakow chinskich. Z chinskiego bez znajomosci znakow nie ma uzytku.🙂

    Pozdrawiam,
    Ev

    1. OK, pewnie masz rację z chińskim, w tej dziedzinie nie jestem fachowcem😉. Sama też ucząc się chińskiego uczyłabym się znaków, tak, jak kiedyś uczyłam się znaków japońskich.

      Jeśli chodzi o książkę, o której piszę, to jest ich o dziwo cała seria. Autorka musi być genialną poliglotką i nie tylko… Tytuł wyślę Ci mailem😉

    2. Aaaa, jeszcze znalazłam inną krytykę jakiejś czytelniczki:

      „Kupiłam książkę skuszona perspektywa nauczenia się czegoś nowego. Niemiecki bez gramatyki to dość intrygujące przedsięwzięcie. Niestety ta książka to rozmówki na tanim, tandetnym papierze, a na końcu niezbędnik z tabelkami gramatycznymi. Dodam, że metoda sprowadza się do wkucia na pamięć tych kilkunastu zwrotów i to jest cała filozofia. Jestem zażenowana jakością i wściekła bo wyrzuciłam pieniądze w błoto. Naprawdę odradzam.”

      1. Czyli wiadomo już o jaką książkę chodzi i w sumie takie opinie mnie nie dziwią🙂 Swoją drogą dziwi mnie jak ktoś chcący się porządnie nauczyć języka obcego może chcieć kupić takie coś zamiast jakiegoś solidnego podręcznika. No ale cóż, żyjemy w świecie, w którym „Taniec z gwiazdami” ma większą oglądalność niż prawdziwe konkursy tańca towarzyskiego. Więc czemu dobry podręcznik miałby się lepiej sprzedawać, niż coś napisanego przez znaną osobowość? Smutne.

  3. Dziekuje🙂 Zainteresowalas mnie ta ksiazka i bardzo ciekawa jestem jej zawartosci, ogolnie z samego opisu brzmi… bez sensu.. tylko dziwi mnie wydawnictwo, chociaz to bym byla w stanie wytlumaczyc innymi czynnikami..jezyk to nie wierszyk, ktorego mozna sie nuczyc na pamiec, w ogole wydaje mi sie, ze nauka ta matoda zajelaby duzo wiecej czasu niz innymi mniej lub bardziej ‚tradycyjnymi’, przy ‚normalnym’ podejsciu do jezyka bez oddzielania gramatyki..Ja osobiscie sobie tego dalej nie wyobrazam, dlatego postaram sie zajrzec do tej ksiazki, bo ostatecznie bez wnikniencia w tresc nie moge w zaden sposob skomentowac.. jednk znajac np. gramatyke jezyka hiszpanskiego po prostu nie wydaje mi sie ze bylabym w stanie nauczyc sie tego jezyka i go zrozumiec i tworzyc ‚logicznie’ inne zdania opierajac sie na wyrytych na pamiec przykladach.. Zawsze ogarnia mnie ciekawosc czemu jest tak a nie inaczej.. bez znajomosci gramatyki czuje sie jak jezykowy kaleka.. Na prawde niecierpliwie sie zajrzec do tej ksiazki😀

  4. Wiem jaka to ksiäzka,niestety sama jä kupilam kilka miesiecy temu…Dla upewnienia czy autorka to Pani Beata P?:) Dojechalam do polowy tej ksiäzki,w 90%procentach nauczylam sie na pamiec,ale nie chodzi o to zeby umiec pewne zwroty na pamiec tylko o to zeby samemu potrafic ukladac zdania.Niestety ja tego nie umiem…😦

  5. Pani Beata P. wypowiadała się ostatnio w jednej z polskich telewizji śniadaniowych w kwestii uczenia się języków obcych i uparcie twierdziła, że ona nawet w suahili się dogada. A wszystkich języków, które „zna”😉 nauczyła się wyłącznie poprzez asymilację. Żadnej gramatyki, żadnego żmudnego wkuwania, wystarczy sobie postać i powchłaniać ;-))

  6. Pani Agnieszko, dzisiaj wręcz obowiązkowo należy omijać teksty publikowane na ostatnich stronach okładki. :-)I dotyczy to nie tylko książek do nauki języka, ale zwłaszcza beletrystyki (współczesnej!) – wydawcy zachwalają pisząc o świeżym języku, nowym punkcie odniesienia, fascynującej atmosferze etc. a okazuje się, że to zwykły gniot w pięknym opakowaniu.

    Swego czasu zakupiłem dużo książek do leksyki i gramatyki w celu odświeżenia znajomości języka, i zauważyłem inną, brzydką tendencję ze strony wydawców – brak dbałości o wykonanie produktu. Wiele książek po prostu rozpada się w trakcie użytkowania: klejenie jest słabe, jakość papieru coraz gorsza. I nie dotyczy to tylko małych wydawnictw, ale też znanych nam oficyn wydających książki do j. niemieckiego. Pomijam fakt, że publikacje językowe są horrendalnie drogie, a nowy trend chyba zapanował w produkcji słowników (przecież to rzecz, którą często się używa – po co zatem wypuszcza się na rynek 700 stronicowe tomy w miękkich, broszurowych oprawach?).

    Pozdrawiam,
    mateusz

  7. Witam,

    niestety nie mogę zgodzić się z teorią, że nie da rady nauczyć się języka bez gramatyki. Każdego języka można nauczyć się bez gramatyki. Uważam nawet więcej, że to, co zabija w Polsce nauczanie języka to nauka gramatyki bez znajomości języka. W Polsce w szkole podstawowej dzieci nie znają ani jednego obcego języka. A dlaczego ? Bo uczą się gramatyki. W Szwecji ( a wiem to bo byłem świadkiem) wszystkie dzieci pod koniec szkoły podstawowej znają biegle angielski. Są mądrzejsze od naszych ? Nie. Uczą się dialogów na pamięć zupełnie bezmyślnie i to owocuje. Nasze dzieci znają za to świetnie gramatykę, tylko co z tego skoro w ogóle nie potrafią mówić. Nie czerpiemy z własnych doświadczeń, co inni już uczynili. Przecież dziecko w wieku 9 – 10 lat mówi biegle w ojczystym języku POPRAWNIE, nie mając pojęcia o gramatyce. Gramatyki uczy się dopiero w szkole gdy już biegle się porozumiewa. Więc dlaczego ucząc w szkołach języka obcego robimy zupełnie na odwrót ? Przecież język znamy na pamięć i używamy go arefleksyjnie. Nie zastanawiamy się nad wyrazami, które chcemy powiedzieć tylko mówimy to co chcemy za pomocą języka wyrazić. W Polsce natomiast wciąż pozostajemy w przeświadczeniu, że język trzeba zrozumieć. Po co ? Dokładnie taką metodą nauczyłem się języka angielskiego a teraz uczę się niemieckiego. Wryłem dwie książki na pamięć pana L. Szkutnika i wszystko. Bez żadnego problemu stosuję go na codzień w pracy w komunikacji. Nieżyjący już Zygmunt Broniarek w ten sposób nauczył się ośmiu języków. Wydał nawet książki, które opisują, jak uczyć się skutecznie języka. Najważniejsze to zabić język ojczysty. Dziesięć godzin codziennego porozumiewania się w języku ojczystym zabjia to, czego człowiek uczy się godzinę dziennie w języku obcym i to jest problem. Język natomiast jest czymś, co znamy tylko i wyłącznie na pamięć i nie musimy znań jego budowy gramatycznej, aby skutecznie i poprawnie posługiwać się nim.

    Pozdrawiam serdecznie

    1. Jasne, można też wsiąść do samochodu i pojechać, nie chodząc na kurs prawa jazdy (bo przecież się ciągle widzi, jak inni jeżdżą), metoda prób i błędów to też metoda🙂

      PS
      A Szkutnika też wszystkim polecam!

    2. Nic dziwnego, że Szwedzi tak szybko łapią angielski. Przecież szwedzki i angielski należą do tej samej rodziny językowej. To tak jakby Polacy uczyli się czeskiego. Niemiecki to uporządkowany język, nie da się nim posługiwać bez znajomości gramatyki. Zamiast mozolnie, „na czuja” dochodzić, kiedy stosować który szyk, lepiej poznać zasady.

  8. Chemist to co napisałeś to wszystko prawda owocuje nauka języka bez gramatyki tak jest .W szwecji tak się uczą tylko male sprostowanie nie uczą się bezmyślnie jak napisałeś czytanek na pamięć bo to by nic nie dawało owszem czytają wiele tłumaczą czytanki opowiadają je układają pytania do nich ale muszą myśleć o tym co mówią tzn ze zrozumieniem ,uczą się natomiast na pamięć gotowych zwrotów zdaniowych poprawnych gramatycznie tak by móc póżniej z wykorzystaniem ich budować nowe wypowiedzi lecz także myślą przy tym w sensie ich znaczenia a nie gramatyki bo to by ich tylko spowalniało.To u nas w szkołach kazą tylko skupiać się na gramatyce albo uczyć się bezmyślnie czytanki na pamięć zamiast wiele o nich opowiadać tłumaczyć .takie coś powoduje że taka wyryta na pamięć szybko wyleci z głowy po krótkim czasie.

  9. Bo niektórym tak wygodnie by całe lata w szkołach ryć gramatykę,płacić za korepetycje też z gramatyką a póżniej i tak nic nie będą umieli powiedzieć .Tacy nauczyciele którzy to popierają to albo nie umieją wiele więcej poza gramatyką której sami w rozmowie stosować nie potrafią albo boją się o swoje że ktoś może się też nauczyć tylko w mądry sposób.Co zauważyłam w ćwiczeniach szkolnych to łamigłówki często dziwne w swojej formie nawet dla ludzi którzy bardzo dobrze znają angielski biegle mówią ,rozumieją czytają prasę ,książki po angielsku w oryginale .Ja znam ten język biegle i co widzę np ćwiczenie gdzie mam do kilku zdań w lukę wstawić czasownik pasujący z tabelki każdy do jednego zdania .Pierwsze zdanie znajduję odpowiedni czasownik który na 100% pasuje przy 4 zdaniu ten sam czasownik pasuje po raz drugi ale nie moge go już użyć ponownie wynajduję inny który pasuje gdy dochodze do 2 ostatnich zdań w jedno wstawiam pasujący a pozostły nie pasuje do zadnego z tych 2 które pozostały muszę więc dokonąć zamiany i ze zdania pierwszego które było dobrze przenieść go do czwartego które już wcześnie zauważyłam pasowało,do 1 zdania wpasowuje sie wtedy czasownik który na końcu nie pasowal nigdzie a to co wywaliłam z czwartego pasuje do ostatniego zdania.To coś w rodzaju wykreślanki czasowników z tabelki tyle że często jeden czasownik pasuje do 2 zdań i wtedy musimy dobrze trafic bawimy się w coś w rodzaju zgaduj zgadula jak zle trafimy to przestawia nam się szyk wpasowania innych czasowników w kolejne zdania .Można perfekt znać jezyk i sie z tym bawic to troche głupie nawet obcokrajowiec by sie mógł nadziać.Co to ma wspólnego z sensowną nauką.Niekiedy nauczycile mają takie ćwiczenia wypełnione czarnym tuszem z wydruku gotowe ćwiczenia fajnie, a biedne dzieci muszą sie ztym gimnastykować.

    1. Niestety dużo w tym prawdy…
      Co nie zmienia faktu, że BEZ gramatyki też nie da rady😉.
      Idealnie jest najpierw mieć wytłumaczone jakieś zagadnienie gramatyczne, a potem je praktycznie ćwiczyć pisemnie i ustnie – czyli sosować w praktyce. Ani same ćwiczenia ani same wyjaśnienia nie pomogą, najlepszy jest złoty środek, czyli mądra kombinacja jednego i drugiego. Ale – przyznaję – to się praktycznie rzadko zdarza. Niestety.

  10. Ja znam niemiecki zupełnie bez gramatyki
    Byłam tam trzy lata w sumie na wsi bez możliwości nauki (miasto było w znacznej odległości)
    Przebywałam wyłącznie wsród Niemców.
    Mam pytanie, na jakim kursie nauczę się niemieckiej gramatyki A1 czy A2?

    1. Pani Edyto,
      na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Prawdopodobnie jakoś Pani się dogaduje nie znając żadnych reguł, więc zapewne powinna się ich Pani nauczyć od początku…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s